Wybrałem się ostatnio na premierę mapy "Wisła WAW" dr Marka Ostrowskiego, która odbyła się na stołecznej plaży w Boogaloo Beach Barze. Miejsce dla mnie nowe, nieznane, nie orientuję się najlepiej w topografii Wybrzeża Gdyńskiego, zatem zdałem się na łaskę GPS-u i mapy w telefonie. Skutek był taki, że przedzierałem sie przez nadwiślańskie chaszcze i brnąłem szlakiem quadowców przez hałdy piachu, aż oczom moim ukazały się filary mostu Grota-Roweckiego. Pogodziłem się szybko z faktem, że na autorskie spotkanie już nie dotrę. Postanowiłem jednak wyciągnąć z tej sytuacji coś pozytywnego, zamiast wpadać w jakiegoś doła. To było moje spotkanie z Wisłą, tylko bardziej osobiste. Popodziwiałem jej prawy brzeg z perspektywy, na którą bym się raczej nigdy świadomie nie zdecydował. Poprzyglądałem się też konstrukcji mostu z miejsca, do którego mało kto zagląda. A okazuje się, że tam toczy drugie życie, takie mniej oficjalne.
następnym razem będziesz przynajmniej pamiętał żeby wziąć ze sobą wędkę...
OdpowiedzUsuńI jakieś kaloryczne pożywienie, żeby uzupełnić zapasy energii.
OdpowiedzUsuń